|
grudzień 2005 Link :: 2005-12-05 22:18:15
Ta przyjaźń umarła w sercu
Rozcieńczona pomiędzy komorami
Przemieszana z żalem w lewym przedsionku
Kilkanaście słów za dużo
Miałam pod paznokciem
Jak się ma asa w rękawie
Albo dwadzieścia dwa złote
Na czarną godzinę
Drasnęłam za głęboko
Na wysokości tętnicy szyjnej
I cztery decymetry sześcienne jadu
Wpompowałam ci
W krew
I w limfę
Dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć
Z przecinkiem po drugiej liczbie
Procent
Chciałam ci wypłacić szczęścia
W jednostce monetarnej
Radosnych chwil
Zabrakło
Zostawiłeś mi debet na koncie
Z paroma zerami po jedynce
Minutami ciszy w milczeniu
I z odpowiedzialnością za gniew
Wkomponuj mnie w tło
Dla wspomnień
Z powściągliwym bogactwem kolorytu
I z pedantycznie oddanym detalem
Zachodu słońca
Tobie, przyjacielu
W testamencie zapisuję
Trzydzieści siedem blizn
Zadanych bólem o natężeniu
Sześciu wolt
Dwa litry roztworu przyjaźni
Z domieszką pięcioprocentowego żalu
Pierwiastek trzeciego stopnia ze smutku
Podniesiony do potęgi szóstej.
Miłość
Zaznaczoną zakładką w epilogu
2005-12-15 18:42:30
Zrobiło się ze mnie dziewczę spod znaku biletu miesięcznego. Uczę się w autobusach, czytam w autobusach, starych znajomych też spotykam w autobusach. Ewentualnie w tramwajach. Czasami na przystankach. Przedwczorajsza ja, wytarła kurze na szafie i podlała Wilczomlecza. Kończy mi się ulubiona herbata i stoję przed perspektywą wyprawy do Tesco. Nie po dużo i po tanio, ale po Sir Rogersa cytrusowego. Wietrzę pokój. Czytam Gombrowicza. Nie mam miejsca, gdzie mogłabym postawić choinkę.
Kupiłam sobie pluszowego łosia.
Nadal mi smutno.
2005-12-19 22:13:57
Miałam weekendową perspektywę wykonania zadania na WOK, które to ograniczało się do działania, które w weneckich realiach dawałoby jakieś szanse zarobkowe, przy stosownym założeniu istnienia straganu i zgody na handel. Maska miała być. Gipsowa (i ładna, bo na ocenę). Zarówno z planów artystycznych, jak i samej maski nic nie wyszło, na skutek aktywności chemicznej na tle kulinarnym Czarnego Pana z Moonym, którzy rekompensując błąd Ammadżi, dotyczący zakupu niewłaściwego bandaża (miał być powlekany gipsem, a wyżej wymieniona kupiła syntetyczny za trzy dychy) niezbędnego do tej pracy, spłodzili w pokaźnej misce coś, co dla kogoś obdarzonego dość dużą wyobraźnią, mogło być masą solną. Masa solna, postępując zgodnie ze swoimi właściwościami fizycznymi, kiedy zostawi się ją w spokoju, tudzież w celach przyspieszenia oczekiwanej reakcji podgrzeje, powinna zastygnąć, przybierając kształt powierzchni, na którą się ją wyleje. Masa solna wykonana przez Moony`ego i Czarnego Pana została mi wylana na twarz, utrudniając mi dopływ tlenu oraz zalewając wszystkie dostępne otwory, w czym prym wiodły usta, nos i uszy. Przeczuwając, że w pewnym momencie prawdopodobnie zabraknie mi tlenu, Moony użył swojej mocy intelektualnej i postanowił przyspieszyć proces schnięcia masy, poprzez przysunięcie do niej suszarki. Jeżeli jesteście ciekawi efektu, wylejcie jogurt na stół i spróbujcie zmienić jego stan skupienia przy użyciu wyżej wymienionego sprzętu. Ręcznika, który leżał mi pod głową, nie udało się uratować. Prawdopodobnie stanąwszy na ostatnim piętrze i przechyliwszy się przez barierkę, mogę robić sztuczny śnieg z kawałków zaschniętej masy solnej, wyczesywanej z włosów.
Maski nie zrobiono.
2005-12-25 20:38:19
„Nobody likes you,
Everyone left you,
They're all out without you,
Havin fun.
Where'd you go?”
(Green Day „Homecoming”)
To tyle jeżeli chodzi o tegoroczne Boże Narodzenie i moje refleksje z nim związane.
2005-12-26 22:30:16
krew
żołądek
pulsują
zwoje
kable do moich żył
skręcony drut przewód
do mego serca
akumulator
zmiłuj się nade mną
moje serce
dynamo-serce
elektryczne płuca
magnetyczna przepono
brzuszna
pepsyna
serce
biją
mych
mózg
raz raz raz
bije moje serce wraz
elektryczne serce raz
transmisyjny pasie
moich kiszek
dwa dwa dwa
zmiłujcie się nade mną
raz dwa
krew
krew
natężone
kiszek
telefon mego mózgu
dynamo-mózgu
trzy trzy trzy
raz dwa trzy
maszyno mojego ciała
funkcjonuj obracaj się
żyj
(Tytus Czyżewski „Hymn do maszyny mojego ciała”)
lay
zrobiła Pasażerka tylko i wyłacznie dla papierowykwiat wykorzystując foto stąd
(bierzcie i jedzcie z tego wszyscy)
|